Jak to się dzieje że za herbatę wybitnie lepszą od niejakiej ’sagi ‘ zapłaciłem 95 groszy ? Kim ja w ogóle jestem jeśli wole ją od kawy ? Odpowiedzi na te pytania mam szczerze powiedziawszy w dupie. Kolejna porcja słodkiego pierdolenia ze zbyt dużą liczbą wyrazów w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Za długie zdania, częściowy brak interpunkcji a co za tym idzie zgwałcona treść. Mniej więcej kompletny opis mnie.
„By czcić mnie, weźcie wino i dziwne narkotyki”.
Zwiedzając odmęty pustki zdałem sobie sprawę z faktu iż z czegoś co nazywałem kiedyś moją prawdziwą osobowością został już tylko kredowy obrys na mokrym asfalcie. “Gdzie ? Gzie ja w ogóle jestem? Masz własną łazienkę.” (losowy tekst z losowego filmu) Tyle różnych ról jakie przyszło mi grac niezauważalnie zatarło granice między kolejnymi maskami a prawdziwą twarzą. Łapy zaczynają drzeć – drzwi do gdzieś zostały otwarte. Puls wzrasta. Nie wiem o czym pisać. Pisze więc.
170 słów.
Utożsamienie “ja” z kolejną maską jest trochę ryzykowne, może dać za to możliwość przemiany siebie u podstaw. To wszystko to jedynie pozowanie, mogę zmusić tych ślepawych pionków żeby przyczepili mi taką plakietkę jaką chcę. Jak mam do cholery szanować kogoś kto nawet nie chce zadać sobie trudu zaszufladkowania mnie dopiero po jakiejkolwiek analizie?
Cynik? Bezduszny? Cham? Stara się zwrócić na siebie uwagę takim zachowaniem. Piękne i dopasowane określenia na osobnika zwanego w pewnych środowiskach jako Stront. Zwykle wysnuwane przez doświadczonych życiem szanujących innych (a przede wszystkim siebie) ludzi. Dobrze wiedzą co sprawia że są sobą a nie np. krzesłem. Uspołecznieni, zdrowi przedstawiciele gatunku Homo Sapiens. Sprawnie działają pod kontrolą swoich mentalnych systemów operacyjnych opartych na osądach heurystycznych. Czas na myślenie będzie po śmierci. Chyba im zazdroszczę – ograniczonego, ale za to zbiorowego świata.
Przerwa. 279 słów.
Kryzys II – nie wiem co dalej pisać. Już drugi raz dzisiaj rozwiewa się mi pomysł na to pisanie. W dość niezręcznych miejscu. O! Wystarczyło na chwilę skupić się na głupotach I już przyszedł pomysł, więc:
Stary częściowo zalany bunkier. Drżące światło latarki pada na zdemolowane I przerdzewiałe meble pod ścianą. On krok za krokiem – powoli I ostrożnie przesuwa nogi po wilgotnej podłodze. Absolutna cisza odmierzana cichymi tyknięciami licznika Geigera. Stęchlizna wraz z zapaszkiem rdzewiejącego żelastwa unosi się w powietrzu drażniąc powonienie. Na półkach a raczej tych co z nich zostało gniją sterty papierów. Najdelikatniej jak się da mając rękawice na rękach unosi kilka kartek z najbliższego stosu i ogląda je pod światło. Kurwa … Wszystko po rusku. Wzdycha i nieumiejętnie stara się głośno przeczytać tekst z pierwszej kartki.
“Poczajowo” mówią wytłuszczone bukwy na początku. Niedbale przeskakuje wzrokiem w dół tekstu I zaczyna składać znaki w całość : …nie wiem po co to pisze ale pisze. Nie spodziewam się żadnych efektów moich działań. Liczę tylko na kilka zgryźliwych komentarzy. I tym o to czymś kończę tą serie wymiocin mojej świadomości.
